To już nie jest „kasa, willa, wakacje na Bali”. To jest: „Wstaję rano i nie mam ochoty płakać w łazience”.
Serio. Rozmawiam z dziewczynami, które naprawdę coś osiągnęły – mają swoje firmy, marki, projekty, które działają i wszystkie mówią to samo: kiedyś myślały, że sukces to udowodnić wszystkim dookoła, że „dają radę”. Dzisiaj wiedzą, że sukces to… przestać się zabijać pracą i w końcu żyć po swojemu.
Dwie zwykłe-niezwykłe dziewczyny, które znam osobiście.
Anna, 38 lat, ma swoją markę kosmetyczną „Przez 10 lat żyłam jak chomik w kołowrotku. 6 rano maile, 23 jeszcze poprawiam etykiety. Córka pytała: mamo, a kiedy będziesz w domu „na serio”? Pamiętam dzień, kiedy wylądowałam u lekarza z takim atakiem migreny, że nie mogłam otworzyć oczu. I wtedy dotarło do mnie: ja nie buduję biznesu. Ja się zabijam dla biznesu.
Zrobiłam krok w tył. Zatrudniłam dwie dziewczyny, którym ufam. Zaczęłam wychodzić z biura o 15. I wiecie co? Firma zaczęła rosnąć szybciej. Bo nagle miałam głowę, żeby myśleć, a nie tylko gasić pożary.
Dzisiaj sukces dla mnie to to, że w środę o 14 mogę odebrać Lenę ze szkoły i iść z nią na lody, a wieczorem usiąść z kawą i powiedzieć sobie: „kurde, fajne mam życie”. Pieniądze są. Ale najważniejsze to, że ja też Jestem.”
Karolina, 31 lat, założyła fundację + startup edukacyjny dla nastolatek „Na początku każdy mi powtarzał: „bądź bardziej jak facet, czyli mniej emocji, więcej pazura”. Próbowałam. Było mi tak źle, że po roku brałam tabletki na nerwy i płakałam w toalecie na eventach branżowych.
W końcu powiedziałam: dość. Będę sobą, taka trochę za miękka, trochę za wrażliwa, za to szczera na maksa. I nagle wszystko się poskładało. Zbudowałyśmy z dziewczynami programy, w których uczymy nastolatki, że nie muszą być „idealne”, żeby być świetne. Że mogą płakać i jednocześnie prowadzić firmę. Że ambicja nie musi boleć.
Dzisiaj mamy współpracę z wielkimi markami, bo one właśnie tego chcą autentyczności. A ja? Rano budzę się i naprawdę cieszę się na dzień. Sukces to dla mnie to, że jakaś 16-latka pisze do mnie: „dzięki Wam pierwszy raz w życiu wierzę, że mogę coś znaczyć”. I to mi wystarcza na całe życie.”
To jest właśnie ten nowy sukces w 2025. Nie musisz mieć milionów na koncie (choć fajnie, jak jest). Nie musisz wyglądać jak z okładki Forbes’a. Wystarczy, że:
- kończysz dzień i myślisz „to było moje życie, nie czyjeś”
- masz wokół ludzi, którym ufasz (w pracy i w domu)
- robisz coś, co ma dla Ciebie sens, nawet jeśli świat mówi, że „to niepoważne”
Bo prawdziwy luksus to nie torebka za 20 tysięcy. To spokój w głowie i czas na kawę z koleżanką w środku tygodnia.
I wiesz co? Coraz więcej z nas to rozumie. I to jest najpiękniejsze, co się teraz dzieje. ❤️
Martyna
