Temat empatii jest mi bardzo bliski przede wszystkim dlatego, że bardzo często pojawia się na moich sesjach coachingu i mentoringu kariery. Obserwuję zarówno to, jak często jest mylona ze współczuciem i z nadwrażliwością oraz jak często zapewnia nam wiele bezsennych nocy. Tymczasem dobrze zarządzana empatia może być szalenie cennym darem i zasobem… tylko jak do tego doprowadzić?
Dziś podzielę się z Tobą moją osobistą perspektywą oraz kilkoma uniwersalnymi wskazówkami, ale pozwolę sobie zacząć od podzielenia się z Tobą pewną zasłyszaną kilka lat temu historią, która mocno utkwiła mi w pamięci. Opowiedział mi ją kiedyś jeden z liderów w bardzo prestiżowej, międzynarodowej firmie.
Poproszono wszystkich pracowników, aby dowiedzieli się jakie są ich talenty i jak mogliby je rozwijać, i w tym celu wykonali badanie CliftonStrengths znane jako test Gallupa.
Jedna z jego świeżo upieczonych podwładnych, nazwijmy ją na potrzeby tego artykułu Anną, omijała ten temat szerokim łukiem. Najpierw, kiedy na spotkaniach 1:1 szef podpytywał ją o wynik, tłumaczyła, że jeszcze nie zdążyła się tym zająć, bo skupiała się na zrobieniu wszystkich obowiązkowych szkoleń dla nowo przyjętych pracowników.
Potem mówiła, że niestety nie pamięta jaki był jej wynik i musi wrócić do tego maila.
Wreszcie, kiedy menedżer powiedział Annie, aby naprawdę zajęli się już tym tematem, bo wnioski płynące z badania będą dla nich ciekawym i wartościowym fundamentem do rozmów o jej dalszym planie rozwoju, ta prawie się rozpłakała.
Ze łzami w oczach przyznała, że jej pierwszym w kolejności, kluczowym talentem jest empatia, ale nie chciała tego ujawniać, bo bała się, że okres próbny nie zostanie jej przedłużony.
W jej głowie Anny tkwiło – na szczęście absolutnie niezgodne z prawdą – przekonanie, że firma nie potrzebuje jakichś tam, jak to określiła „skupionych na emocjach, nadwrażliwych mięczaków”. Sądziła, że dużo lepiej dla niej byłoby, gdyby wśród jej talentów były choćby Dyscyplina, Odpowiedzialność, Osiąganie czy Maksymalista.

Co warto wiedzieć o empatii?
Podczas moich sesji coachingu i mentoringu kariery bardzo często pracuję z Klientami, którzy, podobnie jak Anna, utożsamiają empatię z jakąś ograniczającą ich słabością. Wydaje im się, że gdyby byli twardsi, nieugięci, asertywni czy bardziej stanowczy, zawodowo osiągnęliby więcej.
Jeśli Ty też jesteś osobą wysoce empatyczną, albo pracujesz na co dzień z ludźmi, których cechuje właśnie empatia, zdecydowanie zachęcam Cię do dalszej lektury.
Czego konkretnie możesz się spodziewać?
Opiszę najczęściej powielane mity odnośnie tej cechy, wyjaśnię, jak przekształcić ją w swoją ogromną moc i unikalny zasób, oraz jak z nią, a także z ludźmi, dla których jest ona wyróżnikiem, na co dzień efektywnie pracować.
Blaski i cienie empatii
Podobnie jak wszystkie inne talenty, także empatia ma swoje dobre i złe strony, czyli blaski i cienie (czy też, jak wolisz piwnicę i balkon, jak mówi o tym Instytut Gallupa).
Aby jednak owe pozytywnie i negatywnie nacechowane aspekty dobrze zrozumieć, wyjść należałoby od tego, czym tak naprawdę jest empatia.
Definicji jest oczywiście całe mnóstwo, ja jednak najbardziej lubię tę stworzoną przez izraelskiego filozofa Khena Lamperta: „Empatia się pojawia, gdy odnajdujemy siebie (…) w umyśle drugiej osoby. Oglądamy rzeczywistość jej oczyma, odczuwamy jej emocje, dzielimy jej ból”.
A z czym najczęściej mylimy empatię zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym? Ze współczuciem.
Współczucie to natomiast zgadzanie się z tą drugą osobą i przejście na jej stronę, na przykład w sytuacji konfliktu.
Natomiast będąc empatycznymi wcale nie musimy mieć takiego samego poglądu co osoba, której słuchamy i zgadzać się z nią w pełnej rozciągłości. Chodzi o to, aby postarać się w pełni zrozumieć co dana osoba myśli i czuje i postawić się w jej sytuacji. Chodzi o to, aby okazać jej szacunek i dać przestrzeń do przysłowiowego wygadania się i wyrażenia swoich emocji.
„Gadający patyk”
Zapewne udało Ci się już zauważy
, że absolutnym wyróżnikiem osób empatycznych jest empatyczne słuchanie. Słuchanie, podczas którego jesteśmy w stu procentach obecni i w stu procentach uważni.
Rdzenni Amerykanie wymyślili coś, co dziś nazywamy „gadającym patykiem”, czyli w skrócie: Osoba, która aktualnie przemawia trzyma patyk i nikt nie może jej przerwać, dopóki to co mówi jest zrozumiałe. Dopiero kiedy patyk zostaje przekazany kolejnej osobie, role odwracają się.
Umiejętność takiego aktywnego słuchania, z autentyczną próbą zrozumienia intencji i emocji rozmówcy, bez ciągłego zastanawiania się, kiedy wreszcie to my będziemy mogli wyartykułować nasze racje, nie jest wcale czymś częstym.
Jeśli więc jesteś osobą empatyczną to zrozum, jak wielkim skarbem dysponujesz. I dysponuj nim rozważnie.

Psychologiczne powietrze
Jak już wspomniałam, każdy, absolutnie każdy z talentów, obok swoich niezaprzeczalnych blasków, ma też swoje cienie, czyli takie aspekty, na które powinno się uważać, bo mogą zaprowadzić nas na manowce.
Wszyscy mamy w życiu takie momenty, że po prostu pragniemy i potrzebujemy zostać wysłuchani.
Przemawia do mnie takie porównanie, że okazanie takiej osobie empatii, jest jak danie jej tak zwanego psychologicznego powietrza.
Podobnie jak w przypadku, gdy ktoś się dusi, należy momentalnie zadbać o to, by znowu mógł swobodnie oddychać, tak samo w przypadku, gdy ktoś ma potrzebę nam o czymś opowiedzieć, powinniśmy niezwłocznie dać mu tę możliwość.
Niezależnie od tego, czy jesteśmy liderem, czy po prostu kolegą lub koleżanką z biurka obok.
I (tu ostrzeżenie, odnośnie tych wyżej wspomnianych cieni) nie chodzi tu o żadne pocieszanie, proponowanie rozwiązań, doradzanie, albo branie czyjejś strony.
Chodzi o pokazanie: Jestem obok. Widzę Ciebie. Słyszę Ciebie. Rozumiem (albo przynajmniej robię wszystko, aby zrozumieć) i analizuję co do mnie mówisz i co czujesz. Nie robię w tym czasie nic innego i nie myślę o niczym innym, ale w pełni, z otwartym umysłem i sercem, skupiam się na naszym tu i teraz.
Osoba empatyczna, co jest jej ogromną mocą, często nie czeka na prośbę o taką rozmowę, tylko sama ją inicjuje.
Potrafi bowiem dużo lepiej niż inni odczytywać różne niewerbalne sygnały i zmieniające się emocje osób dookoła.
Zdarzyło Ci się kiedyś momentalnie zauważyć, że ktoś jest przygnębiony, zagubiony, zmartwiony albo zakłopotany? Że jego energia jest inna niż zazwyczaj i że coś ważnego dzieje się w jego emocjonalnym świecie? To właśnie był jeden z momentów, kiedy do głosu doszła Twoja empatia. Zachęcam Cię abyś nie zostawiał takich sygnałów niezauważonymi, bez podjęcia jakiegokolwiek działania. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że warto w tego typu sytuacjach podejść do danej osoby i umiejętnie powiedzieć jej o naszych spostrzeżeniach, powiedzieć, że w razie czego jesteśmy tuż obok, służymy wsparciem i pomocą. Czasami wystarczą naprawdę małe rzeczy – wspólny spacer, kilka minut rozmowy, zaoferowanie pomocy przy aktualnie wykonywanym zadaniu albo danie tej osobie możliwości wyjścia do domu trochę wcześniej.
Efekt synergii
Jak jeszcze można wykorzystać empatię w życiu zawodowym, oprócz budowania relacji?
Do prowadzenia konstruktywnych, nieszablonowych spotkań i dyskusji.
Do wypracowywania nowych rozwiązań i szukania tzw. (jak pisze o tym Stephen R. Covey) Trzeciego Rozwiązania.
Osoby empatyczne całą swoją postawą promują bowiem nastawienie, w którym razem możemy stworzyć coś jeszcze lepszego, niż propozycja każdej ze stron rozpatrywana osobno.
Umieją stworzyć taką atmosferę, w której każdy czuje się mile widziany, wie, że zostanie wysłuchany i w której każda opinia będzie nie tylko szanowana, ale też autentycznie wzięta pod uwagę. Osoby empatyczne nie zgadzają się na to, aby usłyszane zostały tylko te głosy, które są najgłośniejsze. Rozumieją bowiem, jak wiele rzeczy może kryć się pod powierzchnią i że każdy z nas ma inny poziom wrażliwości.
W świecie osoby empatycznej to nie jest tak, że mamy tort, który musimy podzielić na kawałki, w taki sposób, żeby wszystkie strony były w miarę zadowolone.
W jej przekonaniu powinniśmy dążyć do tego, żeby ten tort, czyli metaforę naszego status quo, ulepszyć i powiększyć.
A możemy to zrobić tylko słuchając różnych głosów, pozostając otwartymi oraz elastycznymi i odważnie łamiąc utarte schematy. Wtedy możemy wypracować razem taką całość (czyli efekt końcowy), która będzie czymś więcej niż sumą poszczególnych części.
A jeśli jesteś osobą empatyczną, to myślę, że bardzo mocno trafią do Ciebie słowa pisarza Stevena Johnsona: „Dajmy przeczuciom łączyć się z przeczuciami innych. Ty masz połowę pomysłu, a ktoś inny dysponuje drugą połową. Jeżeli znajdujecie się w odpowiednim otoczeniu, to staną się one czymś większym niż suma ich części”.
I o to właśnie chodzi w efekcie synergii, którego osiągnięcie jest dla mnie tożsame z prawdziwym sukcesem w świecie biznesu.
Nie wspominając już o tym, że jeśli dokładamy naszą cegiełkę do stworzenia empatycznego środowiska pracy, to powodujemy tym samym, że ludzie wokół będą znacznie bardziej lojalni i mniej skłonni do zmiany pracodawcy. Zaspokojona będzie bowiem jedna z trzech kluczowych potrzeb, czyli potrzeba budowania relacji (która, jak wskazują badania, tworzy, jak lubię go nazywać, trójkąt priorytetów, razem z potrzebą rozwoju oraz autonomii). Kiedy wiemy, że nasze emocje i uczucia są dla kogoś w naszym środowisku pracy po prostu ważne, zaczynamy czuć z tą osobą prawdziwą więź i wzrasta nasze poczucie bezpieczeństwa. Daje nam to poczucie, że liczymy się dla kogoś po prostu jako człowiek, a nie jako zestaw kompetencji, umiejętności, doświadczeń i wiedzy, które możemy zaoferować jako pracownik.
Mam nadzieję, że przekonałam Cię, że empatia to nie synonim współczucia, albo co gorsza słabości. I pokazałam, że w osiąganiu zawodowych celów może być ogromnym atutem. Pomaga nie tylko budować wartościowe relacje, ale też prowadzić konstruktywne spotkania i dyskusje, niezależnie od tematu. I, co bardzo ważne, nie jest czymś danym jedynie wybrańcom – jest cechą, nad którą każdy z nas może z sukcesem pracować I którą można regularnie rozwijać i wznosić na wyższy poziom.
